Trwa ładowanie statusu..

Prolog


"Boskie Prawa zostały złamane,

Mroczne Wieki nastały,
Ghaat ponownie okaże swe oblicze,
zsyłając nań kare,
Czyniąc ich tym,
czym święci mężowie gardzą,
Bluźnierstw ich nie będzie końca,
ostatnie czyste serce spowije mrok..."
                            - Fragment przepowiedni Elthana, wysłannika Bogów.


"Podejdź, podejdź młody człowieku, opowiem Ci pewną historię..." - Powiedziała zakapturzona postać, gdy tylko przekroczyłeś próg karczmy. -" Pozwól, że postawię Ci kolejkę"- rzekła. Nie namyślając się długo, podchodzisz wolnym krokiem ku nieznajomemu. "Usiądź" - powiedział spokojnym głosem po czym krzyknął: "Karczmarzu gdzie ta butelka?!". Nie musiał na nią długo czekać - żona karczmarza przybiegła z nią chwilę po jego zawołaniu.
"Miało to miejsce za czasów naszych praojców"- rzekł nagle. "Czasów wypełnionych tajemniczą magią, czasów wielkich przemian. Ludzie opanowali tajemnicę stali, poznali potęgę magii, sztukę tworzenia mistycznych przedmiotów. Czcili swych Bogów za dary, jakie im dali. Ci nie pozostali obojętni na ich modły. Zsyłali nań błogosławieństwa, chronili ich przed niebezpieczeństwami. I tak mijały lata i wieki, po których został już nieliczny ślad. Jednak ludzka żądza potęgi zaczęła przepełniać ich serca. Coraz częściej zapominali o swoich stwórcach i opiekunach, oddając się całkowicie nowej drodze życia - potędze i władzy." - kończąc zdanie chwycił po butelkę. Bawiąc się nią w rekach zaczął delikatnie wylewać płyn na podłogę szepcząc: -"Wszystko się kiedyś skończy, nawet ich cierpliwość..." po czym nieznacznie podniósł głowę i kontynuował opowieść.

- "Bogowie, widząc jak człowiek odwraca się od nich, wpadli w wielki żal. Coraz mniej ukazywali się ludziom, rzadsze były ich błogosławieństwa. W końcu stali się oni obojętni wobec ich losu." - Zakapturzona postać przerwała nagle swój monolog. Wyglądała jakoby coś wspominała.- "Jednak ludzie nawet nie zauważyli ich zniknięcia." - zaczął ponownie nieznajomy. - "Myśląc, że potrafią za pomocą magii i rzemiosła stworzyć wszystko, zaczęli sami uważać się za Boskie Plemię!" - mówiąc ostatnie zdanie wydawał się wyraźnie zdenerwowany.

- "Upojeni swoją wiedzą i potęgą" - zaczął nagle kontynuować - "Ludzie całkowicie pogrążyli się w mroku."

Zacząłeś się dziwnie czuć, tak jakbyś był w dwóch miejscach naraz. Słyszałeś jak kamienie obsuwają się po ścianie, zupełnie jak w jaskini, a byłeś przecież w karczmie!

- "Zaczęło się" - mruknął zakapturzony, po czym dodał: - "Dziwne prawda?". "Skąd on wie? Co tu się dzieje?" zaniepokojony myślałeś nad wytłumaczeniem jednocześnie próbując dowiedzieć się skąd pochodzą tajemnicze odgłosy. Z zamysłu wyrwał Cię spokojny ton głosu nieznajomego: - " To Ghaat rozgniewany brakiem należnej mu czci sprawił, że jesteście tym czym jesteście. To on spro...". Nie słyszysz już jego słów, w Twojej głowie kłębią się myśli, wrażenia i odczucia, których nie powinieneś teraz mieć. Wzrok zaczyna Cię zawodzić... Odgłosy stają się coraz głośniejsze..."Co się dzieje?!" Starasz się krzyknąć, ale nie możesz wydobyć z siebie głosu. Nieznajomy ściąga kaptur, spoglądasz w jego twarz, na której można zobaczyć ból i cierpienie. "Ty, Ty jesteś..." - nie jesteś w stanie dokończyć myśli... Tracisz przytomność...

Budzisz się. "Ahh to był tylko sen..." - mówisz po cichu. Jednak po głowie krążą Ci słowa zakapturzonej postaci. Spoglądasz na swe ręce...